Droga od momentu, w którym postanowiłem zostać filmowcem — rozdział po rozdziale, bez upiększeń.

W ramach przygotowań do kolejnego projektu wyprodukowałem swój pierwszy film dokumentalny. Temat: kobieta w motorsporcie. Wraz z ekipą spędziłem sezon z Mery Czepiel, mistrzynią Polski w wyścigach samochodowych. Film został przyjęty bardzo dobrze, a dzięki niemu poszerzyłem swoje możliwości produkcyjne, które wykorzystam przy nadchodzącym filmie.
Ten rozdział właśnie się pisze…

Filmy o tematyce wojennej otworzyły przede mną kolejne drzwi — 6 lat od premiery „Oblitusa”. Przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej zaproponował współpracę przy teledysku opowiadającym historię Obławy Augustowskiej. Odświeżyłem kontakty wśród rekonstruktorów, złożyłem ekipę i zabraliśmy się do pracy — dwa dni zdjęciowe w Warszawie, Pszczynie i Bielsku-Białej. Teledysk do piosenki „Testament” Macieja Ciesielskiego trafił do sieci 2 listopada.

Czytam dużo — książki, e-booki, magazyny branżowe. Pewnego dnia, leżąc na kanapie z książką, „Bum!” — pomysł na scenariusz. Pomysł, który wygenerowała moja podświadomość, gdy zajmowałem się czymś zupełnie innym. Dotyczy tematyki, którą pasjonuję się od dziecka, a której jeszcze nikt nie zrealizował. Przyszedł czas przyłożyć się do tego na poważnie.

W 2021 wszedłem z nowymi nawykami, które stosuję do dziś. Nauczyłem się, że nie można rozwijać się tylko w jednej dziedzinie — trzeba dążyć do bycia jak najbardziej kompletnym, by eliminować „wąskie gardło”. Co z tego, że ktoś jest świetnym aktorem, jeśli łatwo się denerwuje? Nasza branża wymaga ciągłego rozwoju umiejętności twardych i miękkich. Ważne stało się dla mnie nauczenie się osiągania sukcesów w biznesie.

Początkiem 2020 wpadłem na pomysł kanału motoryzacyjnego na YouTube. Zaproponowałem współpracę koledze z portalu „Bielskie Drogi”. Niestety świat YouTube’a jest specyficzny — mój sposób robienia dopracowanych filmów w profesjonalnych warunkach do niego nie pasuje; tam liczy się ilość i regularność. Nie żałuję jednak tego projektu i wciąż, w ramach hobby, kręcę filmy na kanał Petrol Heat.

Na kilka miesięcy przebranżowiłem się — wraz ze znajomym uruchomiliśmy markę reportaży ślubnych. Wprowadzaliśmy do filmów elementy rodem z produkcji fabularnych i szybko zyskaliśmy przychylność par młodych. To była jednak pułapka: zacząłem się cofać, robić ciągle to samo według szablonu, w ograniczonych warunkach. To nie dla mnie. Zajmowaliśmy się tym trzy sezony, a zakończenie przyniosło mi ogromną ulgę.

Moim czwartym krótkim metrażem miał zostać „Wish” — thriller science-fiction w niedalekiej, dystopijnej przyszłości, gdzie zabijanie ludzi według reguł jest legalne, a nawet opłacalne. Film wyprodukowałem z własnych środków, a zdjęcia (mimo angielskiego scenariusza) poszły sprawnie. Po zdjęciach osoba od efektów komputerowych zniknęła i projekt trafił do szuflady na ponad trzy lata. Wróciłem do niego w lutym 2022 i w miesiąc dokończyłem postprodukcję. Film ruszył w trasę festiwalową.

Współpraca za pośrednictwem portalu „Bielskie Drogi” — film do kampanii o noszeniu odblasków. Scenariusz pisałem pod nadzorem redaktora naczelnego i bielskiej drogówki. W rolach głównych obsadziliśmy dzieci. Film znów spotkał się z krytyką, tym razem od przeciwników odblasków. Nauczyło mnie to, że jako autor muszę przyjąć na siebie całą krytykę — niezależnie od jej zasadności. To była wartościowa lekcja pokory.

Z ekipą zrealizowaliśmy 5-minutowy film reklamowy dla tajwańskiej marki G&G, produkującej repliki airsoftowe. W roli głównej wystąpiła aktorka Ilona Borkiewicz, z którą od tego czasu regularnie współpracuję. Równolegle powstała reklama urządzenia ReDrive dla bielskiej spółki FSS — film z założenia kontrowersyjny. Zalała nas fala komentarzy oburzonych mieszkańców, przekonanych, że popisy przed kamerą wykonano naprawdę. Kilka dni po premierze zainteresowała się mną policja…

Czas na coś więcej. Z rekonstruktorami przygotowaliśmy scenariusz „Oblitus: Rise of the Forgotten” o żołnierzach polskiego pochodzenia w armii USA. Chciałem profesjonalnych narzędzi — sprzęt z krakowskiego Cinerental, prawdziwa pirotechnika, pojazdy historyczne. Zbudowałem ekipę z dźwiękowcami, operatorami, kierownikiem planu i asystentami. Pieniądze? Zbiórka crowdfundingowa i promocja w mediach. „Oblitus” trafił na polskie i zagraniczne festiwale, zbierając kilka wyróżnień — i otworzył kolejne drzwi.

Po „The War is not Lost” od razu zacząłem „Triumph of Death” — krótszy (17 minut), prostszy, jeden wątek. Proste? Niekoniecznie. Zdjęcia powstawały w opuszczonym budynku; podczas jednej ze scen używaliśmy dymownicy. Ktoś zobaczył dym przez rozbite okno i wezwał służby z informacją, że płonie cały budynek. Przyjechało osiem zastępów straży i kilka radiowozów, zamknięto drogę, ekipę ewakuowano. Skończyło się na nerwach i przeniesieniu zdjęć — gdzie i tak musieliśmy wspierać się CGI.

Postanowiłem zaangażować poznanych rekonstruktorów w projekt fabularny — film science-fiction o podróży w czasie, w którym współcześni żołnierze walczą z Wehrmachtem. To była prawdziwa szkoła. Sam pisałem scenariusz, reżyserowałem, kręciłem, montowałem, robiłem efekty, dźwięk i color grading. Najtrudniejsza była praca z kilkudziesięcioma osobami. Premierę 45-minutowego „The War is not Lost” zorganizowałem w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.

Odezwał się do mnie muzyk Karol Koch z propozycją teledysków. Zrealizowaliśmy trzy klipy — trzeci, „Brestskaya Krepost”, miał być teledyskiem aktorskim. Po raz pierwszy musiałem dawać wskazówki aktorskie, jednocześnie pracując na kamerze. Teledysk nie przebił się do szerszej publiki, ale zebrałem pierwsze doświadczenie reżyserskie — i poznałem ludzi zajmujących się rekonstrukcją historyczną.

Po trudnym okresie wypracowałem kompromis z mamą: poszedłem na prawo, a ona pomogła mi finansowo rozwijać pasję. Kupiłem lustrzankę i zacząłem kręcić krótkie klipy o sztukach walki. Pierwszym zleceniem był film ślubny, po którym Pan Młody zaprosił mnie do Austrii, na trasę Pucharu Świata MTB w Leogangu. Tydzień w Alpach z czterema zawodnikami dał masę efektownego materiału — tak powstał mój pierwszy sportowy short „Leogangsters”.

III klasa liceum, przygotowania do matury. Wychowawczyni postawiła ultimatum: wezmę udział w szkolnym konkursie na film promocyjny albo obniży mi ocenę z zachowania. Odpaliłem YouTube, znalazłem tutorial, pobrałem darmowy program do montażu i nakręciłem telefonem wszystko, co się dało. Konkurs wygrałem, film służył jako reklama szkoły przez lata — ale najważniejsze było to, że wtedy zrozumiałem, co chcę robić w życiu.

W II klasie liceum zaproponowano nam testy kompetencji zawodowych w poradni psychologicznej. Ja już dawno postanowiłem, że zostanę prawnikiem. Po trzech godzinach testów pani psycholog potwierdziła, że prawo to dobry kierunek — po czym dodała: „A myślałeś kiedyś o tym, by zostać reżyserem?”. Zaśmiałem się, pożegnałem i wyszedłem, zapominając o tej wizycie…